lutego 26, 2018

PŁYTA OSB I CO DALEJ?

PŁYTA OSB I CO DALEJ?

Będąc kiedyś na jednej z moich delegacji w rosyjskim hotelu, zaciekawiły mnie obrazy na płytach OSB, wtedy pomyślałam sobie, że to świetny pomysł na ozdobienie domów i mieszkań w stylu skandynawskim. 

Trwało to  długo, aż w końcu postanowiłam się zabrać do działania, ale udało się. 

Pierwszą rzeczą jaką postanowiłam zrobić to obrazek z modlitwą do pokoju Natan, który już wkrótce będziecie mogli ujżeć. W naszej szopie znalazłam różne pozostałości po płytach OSB, więc szukałam kawałków odpowiedniej wielkości by nie musieć ich już przycinać.


Następnie ołówkiem naszkicowałam sobie skrzydełka, po czym je pomalowałam na biało farbkami plakatowymi, bo tylko takie na szybko udało mi się znaleźć w moim domu, potem markerem zrobiłam obwódkę i tym samym pisakiem wypisałam wybraną przeze mnie dla Natana modlitwę. 


A oto efekt końcowy:


Już wkrótce zawiśnie na ścianie w naszym nowo wyremontowanym pokoju.

Drugą rzeczą, którą zrobiłam to napisy LOVE i HOME. 
Nasza klatka schodowa, która wciąż wymaga remontu była dla mnie zbyt pusta, dlatego postanowiłam powiesić tam ramki ze zdjęciami, ale wciąż mi czegoś brakowało, dlatego wydrukowałam sobie literki w wybranej przez siebie pogrubionej czcionce, wycięłam je, następnie odrysowałam i również markerem pokolorowałam wnętrza liter. 


Dzięki temu moja klatka schodowa została ożywiona w dosyć nietypowy sposób. 


Jeszcze tkwią we mnie OSB - owe pomysły, ale narazie czasu brak, moja głowa jest przepełniona pomysłami DIY, ale rodzina jest ważniejsza i to jej poświęcam najwięcej swojego wolnego czasu! Dopiero gdy wszysy śpią, albo są zajęci swoimi obowiązkami ja zaczynam działać lub pisać dla Was. 

lutego 25, 2018

BASEN Z NIEMOWLAKIEM

BASEN Z NIEMOWLAKIEM

Luty... Mróz... Zimno... Jeszcze nie skończone 6 miesięcy... w domu nuda... na dwór się nie chce...

Postanowione! Jedziemy na basen!... Tak się zaczęła nasza basenowa przygoda równo rok temu...

Niedzielny poranek coś w okolicach 8:00 wyruszyliśmy z Natanem po raz pierwszy na basen! I tak zostało to dziś!.. Dzisiaj -12 pora odrobinę wcześniejsza, ale rytuał taki sam. 

Pobudka, wspólne rodzinne śniadanie, wspólne mycie ząbków i pakowanie na basen.

Dlaczego w niedzielne poranki?

Bo ta pora najbardziej sprzyjała nam do relaksu.

O tej porze na basenie nie spotykamy nikogo poza emerytami, którzy albo siedzą w jacuzzi albo pływają, a brodzik i mały basen wraz z atrakcjami do dzieci są tylko nasze, ewentualnie jeszcze 1-2 dzieci. 

Zdarzyło się nam już spóźnić i zajechać około 9-10... wtedy już zdecydowanie więcej dzieci pojawia się na basenie.. aczkolwiek i tak jest lepiej jak popołudniu...

Logika dosyć prosta, większość rodzin o tej porze jeszcze śpi, albo w piżamach biega po mieszkaniu, dopiero popołudniu wszyscy zastanawiają się jak spędzić niedzielę i wybierają m.in. basen.

Dla niemowlaka bardzo ważne było, by nie było tłumów na basenie, nikt nie chlapał, sam mógł zdecydować czy się bardziej czy mniej zamoczy i nie przerażały go krzyki innych dzieci.

Basenową przygodę rozpoczęliśmy z swimtrainerem. Nasz ulubiony -  kółko, w którym są pasy dla niemowlaka i poduszka pod klatkę piersiową, był kółkiem zachwycony aż do momentu gdy zrobił się bardziej ruchliwy i zaczął raczkować, siadać, chodzić... wtedy nawet na basenie w tym kole próbował akrobacji i kółko czeka na naszego drugiego malucha mimo tego iż jest przeznaczone do dzieci do lat 4 .

Drugim kółkiem jakiego próbowaliśmy to te poniższe- zakłada się dziecku na szyję, jak wielu rodziców chwali je sobie, tak u nas nie udało się nam ani razu go założyć, też czeka na ponowne próby z drugim maluchem. Natanowi bardzo ograniczyło widoczność i swobodę ruchów głowy - a on przecież musi widzieć co się dookoła dzieje, kółko ma dwie rączki za które rodzić może pociągać malucha, jest zapinane i w pełni bezpieczne. Są opinie, że należy ich używać tylko w brodzikach, by nie obciążało kręgosłupa niemowlaka, ale widziałam jak rodzice stosują je również na głębszych wodach - nie wiem z jakim skutkiem, ale dzieci były zadowolone.
Po już prawie półrocznym doświadczeniu na basenach, była również pora na basen w ogródku, który codziennie sprawiał ogromną frajdę, a by nas nie owiało mieliśmy specjalne ręczniki zakładane przez głowę. Nie wiem z czego wynika nasza dobra odporność i fakt, że prawie w ogóle nie chorujemy.. ale myślę, że basen i hartowanie się na pewno nam nie zaszkodziły a może i nawet pomogły.




Po skończeniu roczku, Natan się czuł jak ryba w wodzie, wszelkie fontanny pryskające do oczu, wrzucanie go do wody przez tatę, tłumy ludzi na termach czy innych basenach nie były dla nas już żadnym problemem, a na pytanie do męża czy jedziemy na basen Natan podbiegał do mnie, klepał po nodze i kiwał głową potwierdzająco. To chyba jedna z bardziej świadomych jego odpowiedzi na moje pytania. 



Za wszelkie pouczenia, że to za wcześnie, to za zimno, to za ... DZIĘKOWAŁAM zawsze i nadal dziękuję, uważam, że dzieci odkąd tylko potrafią same trzymać główkę i kąpiel sprawia im i ich rodzicom dużo radości jak najbardziej mogą, a nawet powinny uczęszczać na basen. 


Jak przygotować niemowlę na basen? Myślę, że nie trzeba się specjalnie przygotowywać, wystarczy mieć specjalne basenowe pampersy - aczkolwiek w dzisiejszych czasach chyba na każdym basenie można już takie kupić i wybrać porę, kiedy niemowlę jest wyspane i najedzone. To Tyle ! Nic trudnego.




lutego 14, 2018

OLSZTYN koło CZĘSTOCHOWY

OLSZTYN koło CZĘSTOCHOWY
Kiedy mamy ochotę się wyrwać gdzieś na jeden dzień, a kompletnie nam brak pomysłu...
jedną z tych wycieczek w zeszłym roku był OLSZTYN koło Częstochowy.


Spędziliśmy tam przyjemne i spokojnie niedzielne popołudnie. Był czas na przechadzki, na piknik oraz na relaks na słoneczku... zamiast niedzielnych zakupów polecamy!

Trochę historii:


Pierwsza wzmianka o „zamku Przymiłowice” późniejszym Olsztynie pochodzi z 1306 roku. Wzniesiony został na miejscu wczesnośredniowiecznego grodu, rozbudowany w latach 1349-59 z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, dla obrony pogranicza śląsko-małopolskiego. Od 1370 roku zamek przeszedł w ręce Władysława Jagiełły.


Od 1406 roku warownia stanowiła siedzibę starostwa niegrodowego i posiadała stałą załogę wojskową. Pierwszym starostą był Paweł Odrowąż. W połowie wieku XVI, za czasów starosty Mikołaja Szydłowieckiego twierdza nabrała cech renesansowych.

W 1587 r zamek zniszczyły wojska Maksymiliana Habsburga - pretendenta do polskiej korony, choć nie zdobyły warowni. Kolejne zniszczenia nastąpiły podczas ataku szwedzkiego w roku 1656. Od tego czasu zamek ulegał ruinie, skały wapienne kruszyły się naruszając mury, a ponadto dolne partie zamku w latach 1722-29 rozebrano, by uzyskać materiał na budowę kościoła w Olsztynie. W 1818 roku z tutejszych dóbr utworzono olsztyńską ekonomię dóbr rządowych. Do dziś zachowały się ruiny w postaci wieży i fragmentów murów.
 
W czasie swej świetności (XVI w) zamek składał się z 5 zasadniczych części: dwu przedzamczy oraz zamku dolnego, środkowego i górnego. Po pd-wsch stronie wzgórza znajdował się wjazd, który prowadził przez most zwodzony oraz bramę, umieszczoną w wieży, połączoną z murami obronnymi. Dalej znajdowało się pierwsze, wydłużone podzamcze z zabudowaniami gospodarczymi. Od zamku dolnego oddzielone ono było murem z bramą. W zamku dolnym stały budynki gospodarcze oraz dom mieszkalny zwany Kamieńcem. Kolejna brama prowadziła do zamku średniego, usytuowanego u podnóża okrągłej wieży. Ta część z zamkiem górnym połączona była mostem zwodzonym nad sofą i bramą w murze przy wieży. Umieszczono tutaj kuchnie i trzy tzw. pokoje królewskie (sypialnia, jadalnia i sala sądowa).

 
Charakterystycznym elementem ruin jest gotycka baszta (donżon) z II połowy XIII wieku o wysokości 35 m, w dolnej części okrągła, w górnej ośmiokątna, z kamienia, a w XV w nadbudowana z cegły. Służyła jako więzienie, zmarł w niej śmiercią głodową Maćko Borkowic - wojewoda poznański z rozkazu Kazimierza Wielkiego. Drugie podzamcze znajdowało się w części pd-zach, z kwadratową basztą obserwacyjną zw. Sołtysią. Cały zamek otoczony był murem obronnym.

Warownia olsztyńska jest przykładem gotyckiej budowli zamkowej (typu wyżynnego), w jej konstrukcję włączono wapienne ostańce oraz krasowe groty, co pozwala ją zaliczyć do grupy zamków jaskiniowych.

Źródło: www.zamekolsztyn.pl

 

Zamek można zwiedzać codziennie od godziny 9:00 do godzin wieczornych.
Opłaty:
Dorośli : 5 zł 
Młodzież ucząca się : 3 zł
Emeryci : 3 zł
Dzieci do lat 7 : wstęp wolny

Opłaty na wieżę widokową:
Dorośli : 3 zł
Młodzież i emeryci : 2 zł


Czy polecamy? Oczywiście! Na świeżym powietrzu spędziliśmy miłe, rodzinne popołudnie. Wózkiem wprawdzie pojeździć tam nie można, ale z nosidła skorzystać już owszem. A pagórki są na tyle łagodne, że nawet dla mniejszych już chodzących dzieci nie powinny być problemem:) Zaletą jest też fakt, że nie jest to popularne miejsce i nie było dużo turystów, dlatego można było odpocząć od zgiełku! :) 





lutego 06, 2018

DIY mojego męża z moimi instrukcjami

DIY mojego męża z moimi instrukcjami
Jak to niektórzy mawiają... nie ma ze mną lekko;p ale nie ma też nudno... 

Ciekawa jestem co powie jak kiedyś natknie się na tego posta...
MÓJ MĄŻ... są takie rzeczy, na które mam pomysł, ale nie bardzo potrafię sama je wykonać... wtedy przychodzi czas na mojego męża...


Najpierw KARETA... ubzdurałam sobie, że nasz tort ślubny nie będzie wyjątkowy, jakby nie wiadomo jaki piękny kształt przybrał, dopóki nie wyjedzie na czymś pięknym... i postanowiłam, że będzie do kareta:D... 
Jak ją zrobiliśmy? Blat znaleźliśmy u znajomego stolarza, po czym Romek go samodzielnie malował sprayem. Dół to pospawana metalowa konstrukcja, na której zostały zamontowane drewniane koła, które również samodzielnie malowaliśmy, a zostały w surowym stanie zakupione na Allegro, by nie było widać tej całej niekoniecznie ładnej obudowy, również na Allegro zakupiłam gotowy materiał który na rzepie został przymocowany na ramie karety, łatwo można go ściągnąć i wyprać lub wymienić na inny kolor. Góra to wygięte metalowe pałąki wokół których zostały owinięte lampki LED, które były na baterie oraz tiul ozdabiający całość...

Jak mój mąż przeczyta opis to najpierw mnie wyśmieje za brak profesjonalizmu w opisie budowy karety;p ale to nic.. niestety nie potrafię dokopać się z 2013 roku do zdjęć które były robione w trakcie "wytwarzania" naszego arcydzieła, ale jeśli tylko znajdą się zainteresowani tematem, to zrobię wszystko by je odnaleźć.

Kolejną moją zachcianką był STOLIK. Stolik z nietypowego pnia, w tym przypadku udało mi się znaleźć pień z otworem, po jego wysuszeniu - w naszym przypadku 1,5 roku  przeleżakował w szopie.


Wykonanie? Bardzo proste, to tylko uspawany stelaż z trzema drucianymi nogami. A pień przelakierowany, by zachował swoją barwę i trwałość.


Ostatnią rzeczą, którą Wam na szybko dziś chcę przedstawić to LAMPA z bębna od pralki.
Niewiele wiem jak ją zrobił, tym razem był to jego pomysł i całkowicie samodzielna jego realizacja. Wiem tylko, że najpierw pralka nawaliła;p... potem wyczyścił bęben, a następnie rozciął go na pół.


Szyba została na wymiar zamówiona u szklarza. 


A sama lampa ma dwa rodzaje oświetlenia, barwę ciepłą dająca dużo światła, i barwę zimną - LEDOwe skromne nocne oświetlenie, które rozchodzi się przez dziurki bębna po całym suficie.


To Tyle!... Jak ktoś zapragnie otrzymać jakieś szczegóły piszcie komentarze, a na pewno je zdobędę dla Was. 
Wkrótce pojawi się kolejna dawka naszego DIY.

lutego 01, 2018

WALENTYNKI

WALENTYNKI


Teraz wyjdą na świat zdjęcie nawet sprzed 8 lat! Także proszę je oglądać z przymrużeniem oka ;).

Zbliżają się walentynki, jedni je uwielbiają drudzy wręcz przeciwnie, ja bardzo długo należałam do tej drugiej grupy... Uważałam, że to takie smutne święto dla singli i mimo to, że ja miałam partnera żal mi było patrzeć tego dnia na samotnych ludzi... Szczególnie tych starszych, którzy już stracili nadzieję na znalezienie drugiej połowy, bądź ją stracili...

Teraz nadal nie pałam entuzjazmem z okazji tego święta, ale przynajmniej staram się zawsze mężowi sprawić jakąś niespodziankę...
- było już kino,
- były kwiaty,


- były romantyczne kolacje w restauracjach,
- były nawet zaręczyny,
- były misie,
- i było SPA,
i to wszystko zawsze wydawało mi się jakieś nudne, oklepane... wszędzie tłumy ludzi, jednych szczerze zakochanych, innych niekoniecznie...

Nie podobało mi się to.. a więc od jakiegoś czasu postanowiliśmy z mężem, że prezenty walentynkowe mają być u nas z niskim nakładem finansowym i najlepiej samodzielnie wykonane....

A więc co do tej pory udało mi się zrobić, co zdecydowanie sprawiło mi więcej radości jak i jemu?

- romantyczna kolacja, raz w moim wydaniu z moją kuchnią i tysiącami świec, innego roku mój niegotujący mąż perfekcyjnie przygotował samodzielnie kolację dla nas dwojga byśmy mogli w domowym zaciszu zjeść kolację,

- ulubiony alkohol w moim wykonaniu, od lat smakowała mojemu mężowi wódka ICE. Nie chciałam mu nigdy podać przepisu, aż postanowiłam zrobić to w formie prezentu i na gotowej butelce umieściłam własną etykietę. Niestety nie mam zdjęcia gotowego produktu, 


- kartki z różnych stron świata o miłości - polegało to na tym, iż na różnych grupach na facebooku prosiłam panie o wypisanie mi kartki: Romek miłość Klaudii do Ciebie jest tak ogromna, że sięga aż do.... i tam panie miały wypisywać miejscowości skąd są i zrobić zdjęcia kartki wraz z krajobrazem dotyczącym danej miejscowości, by kartka była wiarygodna. Udało mi się sporo takich kartek nazbierać z różnych stron Polski, Europy a nawet Świata - nie powiem, jego zaskoczenie było ogromne, skąd kartki z tak różnych zakątków kuli ziemskiej, a że nie jest facebookowiczem nie wiedział jak łatwo można było zdobyć pomoc w wirtualnym świecie,

- gra - GIERKI MAŁŻEŃSKIE - koszt ok. 50-60 zł, a radości sporo, przy tym jeszcze po tylu latach wiele się o sobie dowiedzieliśmy, gra łączy w sobie wiele różnych gier - kalambury, butelkę itd. Można grać w parach - wtedy małżeństwo jest jedną drużyną, a można grać również w pojedynkę, wtedy naszym przeciwnikiem jest nasz partner - bądź inna bliska osoba. Gierki małżeńskie są dedykowane dorosłym osobom, które szukają lekkiej i zabawnej rozrywki, jej podstawą jest znajomość siebie i partnera, jego upodobań, charakteru i poglądów, pomagają nam lepiej poznać siebie! Czekają na Was zadania takie jak: kalambury, pytania otwarte, testy zgodności czy konkurs wiedzy : wiem wszystko. Grę zakupiłam na zeszłoroczne walentynki, ale często do niej wracamy we dwoje, a także w towarzystwie przyjaciół,


- serce - niespodzianka. Udając, że walentynki organizuje tylko mąż, w łazience, kiedy wrócił z pracy czekało na lustrze na niego serce z karteczek, na każdej z nich wypisany był powód mojej miłości do niego... oj długo nie mogłam umyć lustra, bo jego życzeniem było by karteczki wciąż tak wisiały, 


- BONY upominkowe - w bonach znajdowały się m.in. bon na niezłoszczenie się, bon na dzień lenia, bon na - nie muszę sprzątać, bon na nie bycie kierowcą na imprezę, bon na krótką mini założoną przeze mnie.. i inne tego typu karteczki, które na codzień czasem potrafią doprowadzić do sprzeczek. A okazując tego typu bon - ja nie mogłam nic powiedzieć, że jestem niezadowolona, 

- 365 powodów do miłości - wprawdzie to był prezent dla naszą pierwszą rocznicę, ale może również się sprawdzić w wersji walentynkowej,



- Naturalne mydełka, ze wspaniałymi właściwościami, o których można poczytać na blogu w sekcji NATURALNIE lub własnoręcznie zrobione sole do kąpieli.


A co będzie w tym roku? Może Wy mnie zainspirujecie? Jeszcze odrobinę czasu mamy, także mam nadzieję, że jakiś dobry pomysł wpadnie do mojej głowy, by również w tym roku móc zaskoczyć! :)
Copyright © 2016 NIE^NUDNA , Blogger